12 miesięcy później.
To już rok od kiedy nie ma Kookiego. Nie powiem że zniosłem to dobrze. Byłoby to kłamstwem a przy okazji poważeniem mojej męskości. Nie miałem pojęcia że przez jego śmierć tak bardzo się stoczę. Spadałem. Dosyć drastycznie. Z każdym dnie zagłębiając się w mojej paskudnej duszy i okropnej sentencji. Potrzebowałem tego małego drania. Szczerego uśmiech, który napełniał moje ciało pozytywną energią i motywował do życia. Teraz... Pozostały mi wspomnienia. Mimo iż luzie mówią "Zapomnij, wspomnienia o nim cię niszczą", nie zapomnę. Będę płakał, będę cierpiał i myślał o tym jak bardzo go kochałem. W sumie nadal kocham... Ale nie wymaże go z mojej pamięci. Choć moja dusza krwawi a uczucia są nie ułożone i chaotyczne. Ale to tylko uczucia...Tylko uczucia? Do moich oczy napłynęły łzy, tylko pokręciłem głową. By odgonić to wszystko rozejrzałem się wokół. Skanując każde miejsce, chodź dobrze je znałem. Jezioro, które znajdowało się na małej polance wśród kwiatów i pojedynczych drzew. Woda była nienagannie czysta, co było dosyć dziwne, ale przecież tylko my o niej wiedzieliśmy. Obiecaliśmy zabrać tę tajemnicę z nami do grobu. JungKook dotrzymał tej obietnicy...Teraz moja kolej... Obiecałem że będę dzielny. Ale chyba oczywiste jest to że przy tej sytuacji jest to niemożliwe. Spojrzałem jeszcze raz w dół, tym razem na moje odbicie. Ale nie ujrzałem Jimina. Ujrzałem dorosłego chłopca, który stracił najważniejszą osobę dla niego. Chłopca uwięzionego we smutku, poczuciu winny. Dojrzałem jak bardzo cierpi, i jak bardzo jego wnętrze jest opuszczone. Najwidoczniej dawno nikt tu nie zaglądał...Tym razem spojrzałem na moje nogi. Wszystkie spodnie były za duże, schudłem. Bardzo. Za bardzo. Gdy jeszcze raz spojrzałem w dół tym razem na pomost. Pomost na którym wyznałem mu to wszystko. To był nasz dzień.
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Tu jest pięknie Jimi...-rozmarzył się. Było to słychać. Siedzieliśmy teraz na mostku. Nasze nogi swobodnie opadał w dół, będąc dosyć sporą odległość od tafli wodnej. Widziałem to miejsce miliony razy, lecz musiałem przyznać rację młodszemu. Było tu pięknie. Mimo iż jest lato to słońce postanowiło dziś zajść troszkę szybciej. Było najwyraźniej zbyt zmęczone patrzeniem na ten świat... Ukryło się za nielicznymi drzewami, pozwalając by ich cień i resztki promyków światło odbijało się od powierzchni wody. Zaczął wiać delikatny wiatr, który poruszał nasze serca w całkowicie nieznanym nam rytmie. Nie przeszkadzała nam nie znajomość tej melodii. Po raz pierwszy nie martwiliśmy się niczym. Zerknąłem w kierunku Kookiego. Marznął. Miałem na sobie tylko krótki rękawek, tak samo ja on. Z tą różnicą że mnie rozgrzewała myśl że za chwilę mam wyznać mu moje odczucia względem niego. Wiedząc że moja koszulka nie da mu tyle ciepła, ile moje serce, po prostu go objąłem i przybliżyłem do mego ramienia. Uległ pod wpływem mego dotyku i wygodnie oparł swoją głowę na moje ramię. Stres, który był odczuwalny, jeszcze bardziej dał się we znaki. -Widzę że chcesz mi coś powiedzieć hyung. Więc po prostu to zrób.- młodszego ewidentnie zaczęła rozpraszać cała sytuacja i cisza. Byłem mu wdzięczny,ponieważ byłem pewny że odłożył bym to "na następny raz".
-Lubię cię. Bardziej niż każdy hyung powinien...- moja dłoń już go nie obejmowała gdy wypowiadałem te słowa, była ona złączana z moją drugą dłonią. Zacząłem się nimi bawić. Jak to możliwe że aą aż tak interesujące? -Wiem o tym.- nie usłyszłem żadnej pretensji w jego głosie co odrobinę mnie zdziwiło, więc nie było dziwne że zainteresownie mnie jego wypowiedzią wzrosło.- I mogę z ręką na sercu że w żaden sposób mi to nie przeszkadza hyung.- ujął moją dłoń układając ją na swojej twarzy. I gdy moja dłoń już idealnie leżała na jego twarzy, opuścił swoją. Nachyliłem się do jego malinowych ust zamykając oczy. Usłyszałem jak wciągnął gwałtownie powietrze. Podoba mi się jak na mnie reaguję. Po dosyć długim czasie oczekiwanie na jego ruch, desperacko złączyłem nasz usta. Pasowała do siebie tak idealni. Głaskałem jego twarz jedną ręką, drugą natomiast objąłem go w pasie przybliżając do mojego ciała. Powiedzenie że moje ciało i dusza były w tedy zgrane byłoby kłamstwem.
-Też cię lubię hyung. Bardziej niż manake powinien.- szepnął w moje usta między pocłunkami.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
-Lubisz mnie zostawiać z nie poukładanymi uczuciami i myślami, huh? Tak samo było w tedy!- znów krzyczałem sam do siebie. W sumienie tyle co do siebie, co do...Nieba.
-Wiesz draniu że teraz sobie nie radzę?! Pewnie cię to śmieszy co? Siedzisz tam na górze i się o nic nie martwisz! Pewnie zrobiłeś to specjalnie! Zostawiłeś mnie!- podałem na kolana. Płacz nie. Ryk. Ryczałem. Krzyczałem. Dusiłem się. Dławiłem własnym łzami i swoją żałosną postawą. Opuściłem mą głowę i zacząłem płakać jeszcze głośniej. Przez moment poczułem coś, wydawało mi się to nikłym dotykiem dłoni na mojej głowię, niestety ten dotyk szybko zastąpiła mokra plama. Zaczęło padać. Niebo płakało. JungKook płakał ze mną.
-Tak trudno że bez ciebie jestem marnym pyłkiem.- powstałem i podeszłem do końca pomostu patrząc w górę. - Wiem że też cierpisz Kooki. Cierpisz na widok tego jak żałosnym bez ciebie mnie uczyniłeś...