Byliśmy wszystkim. Co dziennie coraz bardziej zagłębiając się w szczęściu i tej pięknej miłości. Byliśmy naprzeciw reszcie świata. Gdzie podziała się ta determinacja by zdobyć to o czym inni mogą tylko marzyć? Gdzie podziały się te wszystkie wyjaśnienia i pojęcia "na zawsze"? To mogło tak po prostu minąć? Razem z nadchodzący, letnim wiatrem? Czy to właśnie ten wiatr nas zniszczył? Powinniśmy to przetrwać przecież byliśmy ślini. To my zwyciężyliśmy. Nienawiść ludzka nas nie dotykała, ich słowa i krytyka również. Słyszeliśmy i ceniliśmy tylko siebie. Ale przecież serca są tak kruche, a nienawiść tak ogromna i ślina . A przecież bycie innym nie ogranicza się do wyglądy i sposobu bycia. To takie dołujące. Wszystkie historię są identyczne, czemu z nami nie mogło byś inaczej? Czemu nie byliśmy tym wyjątkiem, wyklinanym i pamiętanym przez wieki. moglibyśmy przetrwać wszystkie krzywe spojrzenia. Ty po prostu jesteś tak delikatny. Twoje porcelanowe serce, tak białe, tak delikatne i wyjątkowe w tych czasach. One po prostu przestało istnieć. A ja razem z nim. Wystarczyły słowa by zniszczyć kogoś... Takiego jak ty. Chcę pamiętać tylko te dobre chwilę. przecież mieliśmy nie mieć innych niż te. Twój głos, sposób w jaki mrużyłeś oczy by ochronić je przed słońcem, ruch twoich ust kiedy formowały się w ten piękny uśmiech. Twój poranny humor, który był tak sprzeczny z twoją osobowością. Włosy które niby nie ułożone, były idealnie dopasowane do twoich rysy twarzy. Oczy które cieszyły się tylko na mój widok, i tracił iskierki, kiedy tylko ja odchodziłem. To jak przesadnie dbałeś o czystość, i twój krzyk gdy po sobie nie sprzątałem. Och, kochanie wydaje jest tego tak duża a jednak jest tego tak mało. Byłaś mój za krótko, i za mało. Mimo iż był to tak gwałtowne i nie spodziewane. Popadaliśmy w swój obłęd, nienawidzą się i kochając. Spadadliśmy w przepaść. Ale tylko razem mogliśmy się z niej wydostać. Zrobiliśmy to. Co dziennie walczyliśmy o przetrwanie, chroniąc siebie nad wzajem. Po prostu pojawiłeś się w moim sercu, bez żadnej zapowiedzi. Umiejscowiłeś się w wygodnym miejscu i pozwoliłeś bym otoczył cie miłością i troską. Nie przeszkadzało mi że ja musiałem czekać na otwarcie twego serca. Pomagałem ci w tym. co dziennie pielęgnowałem je i wspierałem. Aż pewnego dani delikatnie się uchyliło i dało pozwolenie. Od tamtego momentu, nie wypuściło mnie ani na chwilę. Zresztą moje nie postępowało inaczej, czyż nie?
Niedziela 07.02.16